Adolf Plötzke (9.2.1894 - po II wojnie)

Józef Piliński

Adolf Plötzke
Adolf Plötzke

Kantor i nauczyciel, osoba barwna i ciekawa, ale i kontrowersyjna. Trudna do obiektywnej oceny, chociażby dlatego, że dane mu było żyć i pracować w Opatówku w okresie niewoli rosyjskiej, okupacji niemieckiej w czasie pierwszej wojny, w okresie międzywojennym, w czasie drugiej wojny światowej i krótko po drugiej wojnie.

Różne warunki polityczne w tych czasach, różny jego stosunek do władz, szczególnie okupacyjnych, pozwalają sądzić, że był człowiekiem dwulicowym, może koniunkturalnym, a może celowo przyjął postać volksdeutscha w drugiej wojnie, aby choć w części służyć Polakom.

W całym okresie poprzedzającym drugą wojnę jego postawa społeczno-polityczna nie budziła żadnych zastrzeżeń, przeciwnie - żył w środowisku polskim, dla niego pracował, uczył dzieci, organizował pracę kulturalno-oświatową i zapewne z zachowania i przekonania był Polakiem. Stąd trudniej zrozumieć jego postawę w czasie drugiej wojny światowej, gdy stał się volksdeutschem i pracował jako wójt czy sekretarz w urzędzie gminnym. I cokolwiek chciałoby się o nim powiedzieć, trudno posądzać, iż ten człowiek o poglądach zawsze lewicowych mógł być hitlerowcem czy służyć ideologii hitlerowskiej. A jednak faktem jest że został volksdeutschem, że pracował w aparacie władzy hitlerowskiej i służył hitlerowcom.

Są pewne informacje, że w czasie okupacji współpracował z polskim podziemiem obozu londyńskiego i to miało rzekomo być powodem jego wyjazdu w 1948 roku do Niemiec w obawie przed represjami urzędu bezpieczeństwa. A jednak nie stać go było na zachowanie się tak, jak to zrobił jego przełożony duchowny pastor Wende z Kalisza.

Ten dość długi wstęp nie pomniejszy chyba jego roli nauczyciela - społecznika w okresie do drugiej wojny światowej.

Opatówek przed I wojną, i w czasie jej trwania posiadał oficjalnie dwie szkoły - jedna prowadzona była przez nauczyciela Alfonsa Jaskłowskiego, druga przez Adolfa Plötzkiego. Pierwsza katolicka, druga ewangelicka. Dlaczego ewangelicka - skoro większość uczniów to również katolicy? Chyba dlatego, że wśród uczniów była mała grupa dzieci ewangelików, którą w tej szkole uczył nauczyciel ewangelik, a zarazem kantor, i przygotowywał ich do pierwszej spowiedzi i komunii św. (przeważnie czternastolatków). Wśród uczniów byli również Żydzi. I jedna szkoła i druga mieściły się w tym samym budynku z oddzielnymi wejściami. W części tzw. ewangelickiej na I piętrze znajdowała się kaplica. Tutaj od czasu do czasu przyjeżdżał pastor z Kalisza i odprawiał nabożeństwa dla opatowskich ewangelików.

W szkole Plötzkiego nauka była płatna, płaciło się chyba czterdzieści kopiejek. Uczniowie uczyli się w grupach - najczęściej starsi uczyli młodszych, a tych pierwszych nauczyciel. Klasa zapełniała się uczniami w okresie późno jesiennym, zimowym i wczesnowiosennym. Od marca do października w szkole było przeważnie pusto, najwięcej od 2 do 10 uczniów. Należałem do tych całorocznych. Uczyliśmy się czytania, pisania, rachunków, później geometrii, geografii, trochę przyrody, języka rosyjskiego, języka niemieckiego i religii. Przerwy spędzaliśmy na grach i zabawach, a najchętniej w owym czasie grało się w tzw. "bary".

Metody nauczania stosowane przez Plötzkiego wobec różnych grup i poziomów zmuszały uczniów do dużej samodzielności, lub też wzajemnej pomocy koleżeńskiej, a uczniom zdolniejszym i pilniejszym pozwalały się wybić i kierować zespołami uczniów młodszych i słabszych.

W szkole Plötzkiego przebywałem prawie cały dzień, z przerwą obiadową, a niejednokrotnie i wieczory, stąd obserwowałem jego pracę ze starszymi. Były to lata 1915-1918. Właśnie wtedy Adolf Plötzke zorganizował Towarzystwo Muzyczno-Dramatyczne, w skład którego wchodziło kilkadziesiąt osób starszych, pań i panów, z których stworzył amatorski zespół teatralny pod jego kierownictwem i reżyserią. W stosunkowo krótkim czasie, wystawiono sztukę teatralną "Naród sobie", "Czartowską ławę", a później "Bogatą wdowę", "Szpital wariatów", "Skalmierzanki", w których jedną z ról kreował wtedy kierownik Teofil Zieliński. Przedstawienia te miały niebywałe powodzenie, powtarzano je kilkakrotnie. Za każdym razem sala w remizie strażackiej była przepełniona. Opatówek, który dotąd podobnych imprez nie widział, był zaszokowany i chyba zauroczony. Członkowie T.M.D. zbierali się w szkole Plötzkiego, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym dwa razy w tygodniu, nieraz i więcej, przygotowywali repertuar teatralny, dekoracje, afisze itp. Prowadzili również działalność odczytową. Spośród wielu aktorów i ówczesnych działaczy dziś przypominam tylko kilku, m.in. Wacława Zabłockiego, wspomnianego Zielinskiego, Pawełka, H. Hofmana, siostry Adamczewskie, Faryszównę. Należała też do nich moja siostra Stanisława, a i ja, jako "aktor", występowałem w "Bogatej wdowie" wspólnie z J. Jabłońską. Towarzystwo to, dla zasilenia własnej kasy, a chyba i jakiegoś funduszu kościuszkowskiego, urządzało tzw. "Kwiatek" tzn. zbiórkę uliczną z dużym powodzeniem.

Do 1914 roku Opatówek posiadał prężną orkiestrę strażacką, kierowaną przez Linkego. Wojna przerwała tę działalność. Pod koniec roku 1915 Adolf Plötzke przystąpił do reaktywowania orkiestry. Sprowadzał nuty, instrumentował, rozpisywał poszczególne partie nutowe, ściągnął starszych "orkiestrantów", uczył nowy narybek, do którego i ja należałam, prowadził lekcje i próby, jak się wtedy mówiło, i wkrótce orkiestra rozpoczęła swoje występy publiczne na uroczystościach kościelnych, patriotycznych, majówkach, świętach strażackich czy przedstawieniach teatralnych.

Z jakim wielkim zainteresowaniem i doznaniami społeczeństwo opatowskie przeżywało te uroczystości. Orkiestra przyciągała, mobilizowała i nadawała swymi występami uroczystą oprawę tym spotkaniom. W szkoleniu orkiestry pomagał mu jego kolega i przyjaciel H. Szewrojc z Tłokini.

W końcu należy przypomnieć pewne cechy osobiste Adolfa Plötzkiego, przede wszystkim skromność i wysokie ambicje. W dużej mierze samouk zgromadził na owe czasy dużą bibliotekę w języku polskim i niemieckim dla celów samokształceniowych. Zawsze zamyślony, ale i trzeźwo myślący, trochę turysta, lubił wypady w okolice Opatówka. Brałem w nich udział. Trochę romantyk ze swoim strojem młodopolskim, obowiązkową peleryną i kapeluszem, amator fotografik. Mieszkał z matką w skromnym mieszkaniu, później się ożenił, ale ja jego rodziny nie znałem.

Słowem postać interesująca, a na owe czasy, szczególnie po pierwszej wojnie światowej, pozytywna, wyróżniająca się w środowisku swoją pracą i zasługami dla tego środowiska.

Zapewne są ludzie w Opatówku, którzy znają jego pracę z lat 1924-1959 i drugiej wojny, ja niestety poza swoimi wątpliwościami, które przedstawiłem na wstępie, niewiele mogę o tych czasach powiedzieć.


"Opatowianin", październik 1994



Data utworzenia: przed 2009-01-01
Data aktualizacji: 2009-09-23

Najpopularniejsze

Brak osbługi Flash lub Javascript w Twojej przeglądarce.

Przeglądaj TAGI

Mapa strony