Eligiusz Kor-Walczak (1913-2000)

Jadwiga Miluśka

Eligiusz Kor-Walczak
Eligiusz Kor-Walczak

25 maja 2000 roku zmarł w Kaliszu Eligiusz Kor-Walczak. Bardzo trudno jest się pogodzić z odejściem bliskich i tych, którzy swoim życiem znaczyli wyraźny ślad w naszej historii, literaturze, sztuce czy nauce. Do takich właśnie ludzi należał Eligiusz Kor-Walczak.

Byt kaliszaninem i większą część swojej twórczości literackiej poświęcił Kaliszowi i jego historii. Jednak Opatówek pozostał dla Niego zawsze wspomnieniem lat młodości i pierwszą "małą ojczyzną". Po powrocie z syberyjskiej tułaczki właśnie tutaj znalazł dom i przyjaciół. Jeszcze w czasie pobytu na Syberii wyobraźnia małego chłopca została rozbudzona opowiadaniami matki - Marianny z Miluśkich Walczkowej, która pochodziła ze starego opatowskiego rodu młynarzy. Z opowiadań matki wyłaniały się minione czasy i postaci, duchy i nadprzyrodzone moce ingerujące w życie ludzi. Te obrazy z dzieciństwa, wzbogacone wiedzą historyczną i językoznawczą, stały się osnową baśni i legend oraz opowiadań historycznych.

Po wojnie pisarz zamieszkał w Kaliszu, ale Opatówek był Mu zawsze bliski. Wracał tu często i z radością odwiedzał znajome zakątki. Interesowały go przede wszystkim losy zabytków. Widział uszkodzoną "różę wiatrów" na dachu dawnej fabryki sukna, zdewastowany mostek w parku, brak ozdobnej śruby na tablicy pomnika Gillerów i niszczejące zabytki. Przypominał ludzi, o których nie wolno nam zapomnieć i minione wydarzenia. Potrafił "zarażać" swoją pasją odkrywania przeszłości. Cieszył się, gdy w Opatówku powstało wspaniałe muzeum, a "róża wiatrów" odżyła. Swoją powieść o Opatówku zawierającą legendy i podania rodzinne zatytułował właśnie: Miasteczko róży wiatrów. Opatówkowi poświęcił wiersze, opowiadania w tomiku Srebrne trawy i ciepłe wspomnienia w ostatniej książce pt. Zdarzyło się życie.

Eligiusz Kor-Walczak interesował się życiem kulturalnym Opatówka. Wraz ze swoim synem - Krzysztofem, przyczynił się w dużym stopniu do powołania Towarzystwa Przyjaciół Opatówka. Uczestniczył w spotkaniach historycznych Towarzystwa, dzieląc się ze słuchaczami swoją wyjątkową wiedzą o historii miasteczka i jego mieszkańcach. To z Jego inspiracji zawiązała się redakcja "Opatowianina". Pokazał nam "Tygodnik Opatowski" wydawany przed wojną w Opatówku, w którego redagowaniu uczestniczył, i w ten sposób zachęcił do stworzenia własnej lokalnej gazetki. Upoważnił redakcję do drukowania wszystkich swoich utworów. Zgłaszał swoje, zawsze życzliwe uwagi, proponował nowe tematy i pisał specjalnie dla nas. Dzięki niemu podniósł się poziom i ranga naszego pisma.

Dzień pogrzebu pisarza - 30 maja - był pogodny i słoneczny, nikt nie spodziewał się zmiany pogody. Jednak, kiedy kondukt znalazł się na zagorzyńskim cmentarzu zerwał się silny wicher i lunął deszcz. To kaliska przyroda przedziwnym szumem wysokich drzew i nagłą ulewą pożegnała swego piewcę.

 


 

 

O twórczości Eligiusza Kor-Walczaka pisali:


Edward Polanowski:

"Tworzywem utworów Walczaka są własne przeżycia, wspomnienia bliskich i opowiadania przypadkowo spotkanych osób. Ten anegdotyczny moment podwójnie zaważył na całości: zagęścił faktografię opowiadań w celu urealistycznienia sytuacji i rozbudował nadmiernie w niektórych wypadkach warstwę epizodyczną. Chociaż autor stara się ograniczyć komentarz na rzecz samodzielnej wymowy faktów, to nie zawsze potrafi uwolnić się od kuszącego postawienia kropki nad "i", szczególnie w tych miejscach, gdzie nasuwa się możliwość stworzenia przejrzystej symboliki.

Proza Walczaka jest wolna od przerostu stylistycznej ornamentyki. Prostota i powściągliwość idą w parze z celowością słowa. Uważny czytelnik dostrzeże tu rzetelny trud pisarski w wyszukaniu tego jedynego słowa, które łączy walory semantyczne z uczuciowymi. Znamienną cechą opowiadań Walczaka jest ich liryzm, dyskretna poetyckość, która widoczna jest nawet wtedy, gdy autor ukazuje brutalność i bezwzględność ludzi, zmuszonych ponosić konsekwencje czasu wojny i rewolucji."

"Zasadniczym motywem wierszy E. Walczaka jest jednak pejzaż miejski, mozolnie rekonstruowany przez znaczące realia, okryty patyną czasu, przywołujący co ważniejsze zdarzenia z przeszłości, przepuszczony przez filtr poetyckiej wrażliwości. W pejzażu tym odnajdujemy znajome ulice: Grodzką, Kolegialną, Kanonicką, Aleję Wolności, Lipową oraz budowle: most kamienny, cerkiew w parku, kościół św. Mikołaja, kościół Nazaretanek, pomnik Asnyka. Żywe uczucie budzi również samotna w tym pejzażu jabłoń, pozwalająca na odszukanie więzi człowieka miasta z reliktem utraconego bytowania w bliskości z przyrodą.

Pejzaż miejski, ukazany zazwyczaj w pozłocie zachodzącego słońca i mrokach nadchodzącej nocy, zyskują czasową głębię, stanowi wizualny odpowiednik trwałości ludzkich poczynań i przemijania czasu, który "przeciąga pochodem odradzając życie". W miejskim krajobrazie walor poetyckości został dostrzeżony w tym, co obrosło wiekami, tradycją, co utrwalone zostało w ustnym przekazie.

Wdzięczna to materia dla poetyckiej refleksji, choć zbyt mocno rozrósł się w niektórych wypadkach bagaż historycznych faktów.

Wiersze Walczaka nie wyrastają z ducha awangardy poetyckiej, utrzymywane są raczej w Staffowskim klimacie, mienią się jednak różnorodnością odczuć: od melancholijnej zadumy poprzez dynamiczne falowanie do groteskowych point. Ich zalety to umiar i powściągliwość, delikatność i pastelowość w wyrażaniu uczuć najbardziej osobistych. Zasługują na to, by po starannej selekcji i retuszu partii publicystycznych i dyskursywnych, utworzyć tomik ukazujący w sposób szczery i bezpretensjonalny miasto przez kogoś, kto związał z nim na stałe swoje losy. Znane dotychczas wiersze Asnyka i Konopnickiej, poświęcone Kaliszowi, mają charakter okazjonalny, ukazują w drobnym zaledwie stopniu pejzaż miasta i jego historię."

"Wyrastał w atmosferze kultu Reymonta i Żeromskiego, pisarzy którzy do sławy szli ciernistą drogą wyrzeczeń, uporu i nadludzkiej pracowitości. Autor "Chłopów" fascynował go do tego stopnia, że urządzał wycieczki śladami jego młodości.

Debiutował w "Gazecie Kaliskiej" w 1934 r. Umieszczał w niej nowelki, opowiadania i wiersze. Po wojnie publikował swoje utwory w: "Kurierze Kaliskim", "Tygodniku Zachodnim" i czasopiśmie turystyczno-krajoznawczym "Poznaj swój kraj", "Płomyczek". Najbardziej związał się jednak z "Ziemią Kaliską", której był współzałożycielem. Tu drukował większość swoich legend, które w 1975 roku ukazały się w formie książkowej. Tom opowiadań "Czas wiosennej mgły" stanowił punkt zwrotny w literackim żywocie Walczaka. Przetworzył literacko część własnej biografii, poznał smak pisarskiego debiutu.

Dziedziną pisarsko nie wyrażoną w pełni pozostał jednak najbardziej intymny stosunek autora do miasta, w którym się urodził i w którym mieszka. Nie jest to sentyment do miejsc najbliższych, od dzieciństwa serdecznie znanych, ale głęboka refleksja na temat czasu, któremu jednakowo podlega żywot człowieka i miasta."

"Ma zatem niniejszy zbiór walor historyczny i w tym znaczeniu, że po raz pierwszy prezentuje w tak szerokim zakresie legendy i baśnie Ziemi Kaliskiej, zostawiając uprzywilejowane miejsce stolicy województwa. Być może kolejne wydania zostaną wzbogacone o nowe teksty nawiązujące do podań i legend miejscowości dotąd pominiętych, a zasługujących na uwagę.

Teksty zawarte w tomie nie są zapisem folklorystycznym, nie są zatem dokumentem kultury ludowej. Towarzyszyło im już w zamyśle nastawienie literackie, dążność do stworzenia jednolitej wizji artystycznej, zmaterializowanej w specyficznym nastroju i swoistej tonacji stylistyczno językowej. Stąd nie zawsze mieszczą się one w tradycyjnej konwencji legendowo-baśniowej; niekiedy przyjmują postać relacji historycznej podbarwionej intrygą dramatyczną, innym razem stanowią rodzaj moralistyczno-filozoficznej refleksji, kiedy indziej prowadzą nas w świat udziwniony, w którym historia splata się z fantastyką, jakże czasami odległą od tej, z którą spotykamy się w utworach folklorystycznych i wierzeniach ludowych. Aura dziwności łączy się zazwyczaj z refleksją bohaterów nad własnym losem i nad odwiecznymi problemami dobra i zła.

Refleksyjno-nastrojowa, a niekiedy symboliczna aura utworów E. Kor-Walczaka nie przesłania ich wigoru, plebejskiej rubaszności i zawadiackiej fantazji. Trafnie kreślone postacie bohaterów ludowych odznaczają się dowcipem, fantazją i sprytem, dzięki któremu wielu mędrków zostaje wyprowadzonych w pole. Literackość nie stanowi tu jedynie ornamentacji, jest czynnikiem współtworzącym nasze wyobrażenie o przeszłości najbliższej ziemi, pozwala dojrzeć w nikłych odpryskach dawnych dziejów wielkie dramaty pojedynczych ludzi i całych społeczności.

Legenda i baśń niejako z góry zakładają fikcyjność zdarzeń, ich nikłe prawdopodobieństwo. W Opowieściach czterech jeźdźców historyczność stanowi zauważalny rys, a niekiedy dość silny fundament przedstawionych wydarzeń. W większości utworów centralne zdarzenie potwierdzone jest przekazami historycznymi, jego przebieg i pointa są najczęściej dziełem literackiej inwencji."


Piotr Łuszczykiewicz:


"Jest to wszakże proza niezwykła. Z równym powodzeniem mógłby ją pisać jakiś wzięty postmodernista. Jego styl tkwi korzeniami w wieku dziewiętnastym, w naturalistyczno-mistycznych opowiadaniach Dygasińskiego, w metafizycznym agraryźmie wczesnych nowel Reymonta. Ale Kor-Walczak nie bawi się przecież w zblazowanego artystę epoki współczesnej, w której "wszystko już było". Jest uczciwy wobec czytelnika, acz bez wątpienia w pełni świadomy swojego warsztatu. I nie jest anachroniczny, bo w końcu przedstawia anegdotę dziewiętnastowieczną właśnie: epopeję Opatówka z przełomu epoki gospodarskiej i przemysłowej, kiedy to za sprawą fabryki Fiedlerów miasteczko umarło w swoim dawnym kształcie, by narodzić się w nowym.

Zarazem, ma to posmak pożegnania z narracyjnym wzorcem, któremu autor był wiemy przez lata swojego pisarstwa. Pożegnania z aurą wykraczającej poza świat rozumowy fantastyki, grozy, tajemnicy, a także w tym świecie zakorzenionej intrygi, zbrodni lub krzywdy. Takiego Kor-Walczaka znaliśmy z Baśni i legend kaliskich czy też z Opowieści czterech jeźdźców. Cóż epopeje - jest zaś ten tekst przynajmniej mikroepopeją - stanowią również przełamanie tonacji stylistycznej ich twórców, są rozstaniem z ustalonym duktem językowym, z dawnym "charakterem pisma", na którym polegało się wiele lat.

Czyta się Miasteczko róży wiatrów z zapartym tchem i prawdziwym wzruszeniem. Egzotyczne dla obcych, swojskie dla znających te tereny, nazwy miejsc - Dziewcza, Wądoły, Zawodzie - rozsnuwają czar. Budzą wrażenie, że oto dotykamy splątanego prawęzła cudzej i własnej egzystencji. Ale jest też tutaj świetnie skonstruowana intryga pochodzenia, są wątki kryminalno-sensacyjne, a całość przepełnia nastrój zmysłowego erotyzmu, uwikłanego w odwieczną problematykę dobra i zła, winy i kary, klątwy i odpuszczenia, w ludyczne pnącza grzechu. Jest to epika szlachetna językowo i rzetelnie zakomponowana."

 



Data utworzenia: przed 2009-01-01
Data aktualizacji: 2009-10-05

Najpopularniejsze

Brak osbługi Flash lub Javascript w Twojej przeglądarce.

Przeglądaj TAGI

Mapa strony