Rafał Chyliński (1694 - 1741)

Maryla Janowska

Radał Chyliński
Rafał Chyliński

W grudniu 1991 r. zaproszono mnie do udziału w zadaniu o tyle ciekawym, co oryginalnym zawodowo. Pracowałam wówczas w szpitalu w Łagiewnikach i jako internista udzielałam czasem pomocy oo. Franciszkanom z sąsiadującego ze szpitalem klasztoru. Kontakty zawodowe stały się po pewnym czasie zawodowo - przyjacielskimi i właśnie w grudniu o. Kapelan zwierzył się nam z problemu ich domu zakonnego. Otóż o. Gwardian i cała zwierzchność z łódzkiej kurii poszukuje lekarzy, szczególnie anatomopatologów do pracy mającej zakończyć proces beatyfikacyjny ojca Rafała Chylińskiego.

Proces beatyfikacyjny rozpoczęty został bardzo dawno temu z inicjatywy mieszkańca Opatówka, miasteczka koło Kalisza. Toczył się z długimi przerwami z powodu wojen, zaborów i całej historycznej zawieruchy dziejowej Polski. Zebrano wreszcie wszystkie dokumenty i pozostało dokonać jedynie rekognicji, czyli rozpoznania doczesnych szczątków i pobrać potrzebne relikwie.

Ojciec Rafał Chyliński przebywał w klasztorze w XVIII w. I tutaj zmarł, ale pamięć o nim przekazywana przez pokolenia żyje nadal wśród ludzi okolicznych wsi i miasteczek. Od dawna adorowano go jako opiekuna ubogich i chorych. Spoczywał w dębowej trumnie z wewnętrznym szklanym wiekiem w krypcie kościoła za pięknie kutą osiemnastowieczna kratą, często odwiedzany przez parafian i ludzi zwiedzających zabytkowy, barokowy kościół. Pamięć jego miłosiernych czynów przetrwała. Przed wojna, raz w roku w rocznicę śmierci, był oglądany przez wiernych zza szklanego wieka. Jego zmumifikowane w naturalny sposób ciało było doskonale zachowane mimo upływu 250 lat od śmierci. Jego rysy twarzy i dłonie były tak "czytelne" jak współcześnie mu malowane obrazy. Dla wielu było to swoistym cudem i tym większej doznawał czci.

Problem oo. Franciszkanów był poważny, jako że nie było komu powierzyć zadania oględzin, zbadania zmumifikowanego ciała i pobrania relikwii. Relikwie były potrzebne do Rzymu jako dokument rekognicji oraz jako pamiątka dla celów kultu i kamień erekcyjny do planowanej budowy kaplicy i kościoła. Chętnych do tego zadania nie można było znaleźć, a proboszcza odsyłano do Krakowa do specjalistów w badaniu starych grobowców. Tak mówił ś. p. o. Robert Fortgang - gwardian i proboszcz. Przed laty słynna była w prasie sprawa pt. "Klątwa Jagiellończyka" po otwarciu królewskiego grobu na Wawelu. Dziś dokładnie nie pamiętam, ale kapelan zapytał, czy każdy lekarz umiałby to zrobić. Wówczas powiedzieliśmy, że "jak chce może to zrobić każdy lekarz". Po rozmowie z władzami klasztoru kapelan i gwardian poprosili nas o wykonanie tej misji "pod okiem" profesora - chirurga, staruszka bardzo oddanego sprawie, ale mało już sprawnego. I tak oto "opatowianka" przyczyniła się do beatyfikacji o. Rafała.

Uczestnicy rekognicji szczątków bł. Rafała Chylińskiego (czwarta od lewej: Maryla Janowska z d. Skiba)
Uczestnicy rekognicji szczątków
bł. Rafała Chylińskiego
(czwarta od lewej: Maryla Janowska
z domu Skiba)

Opis czynności i sama uroczystość są w załączonych dokumentach i gazetach oraz na zdjęciach. Ja wspominam to jako podniosłe przeżycie, interesujące zawodowo i odpowie-dzialne. Po beatyfikacji przez Ojca Świętego trumna z o. Rafałem, błogosławionym już, została umieszczona w mensie ołtarzowej kaplicy jego imienia. Tak jak w dawnej krypcie otoczona jest swoją piękną kratą, a nad ołtarzem umieszczono współczesny obraz błogosławionego, którego rysy twarzy są zgodne z tymi oglądanymi przeze mnie. Kaplica z błogosławionym Rafałem jest często nawiedzana przez parafian i pielgrzymki. Wielokrotnie zauważyłam szczególny zwyczaj: osoba po modlitwie zapala lampkę, przyklęka przy trumnie i przez kratę dotyka ręką trumny, żegna się znakiem krzyża i dopiero wtedy odchodzi z kaplicy. To dla mnie budujące zjawisko, a fakt, że przed laty przyczyniłam się do tego, aby wierni mogli przychodzić do b. Rafała po pociechę w trudnych problemach i troskach codziennego życia napawa mnie radością.

Błogosławiony Rafał, tak jak przed wiekami, służy potrzebującym wsparcia, choćby duchowego. Zawsze też pamiętam, że ja byłam tylko "tą drugą z Opatówka", która przyczyniła się do zachowania pamięci po dobrym, szlachetnym i współczującym człowieku, zakonniku franciszkańskim. Pierwszym był, jak wspomniałam, chorujący mieszkaniec Opatówka Walenty Klichowski, który w chorobie "widział" dobrego ojca Rafała i po wyzdrowieniu pojechał do prymasa z wnioskiem o beatyfikację. Udokumentowano to w książce o ojcu Rafale.

Pamięć po nas "opatowiakach" zaginie, lecz nasze nazwiska i działania pozostaną w archiwach watykańskich po kres cywilizacji, tak jak i miasteczko Opatówek związane z błogosławionym. Gdy opowiadałam o.o. franciszkanom, że po beatyfikacji o. Rafała w 1992 r. całe lata dziewięćdziesiąte to wspaniały rozkwit kulturalno-społeczny miasteczka, to usłyszałam: "Ojciec Rafał pomaga".

 

"Opatowianin", czerwiec-wrzesień 2004



Data utworzenia: przed 2009-01-01
Data aktualizacji: 2009-01-01

Najpopularniejsze

Brak osbługi Flash lub Javascript w Twojej przeglądarce.

Przeglądaj TAGI

Mapa strony