Biblioteka w Opatówku nie jest z gumy i same nie wiemy jak udało nam się pomieścić blisko 90 osób w Cukierence na spotkaniu autorskim ze
Sławkiem Gortychem 14 stycznia 2026 r.
Zainteresowanie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. I nie bez powodu. Nasz wczorajszy gość, ma nie tylko łatwość przelewania myśli na papier, ale i bawienia publiczności żywym słowem. Spotkanie było nie tylko opowieścią o początkach pisania i mozolnego zdobywania uwagi wydawców, niczym szczytu Śnieżki zimą, o decyzjach na zakrętach życiowych, warsztacie pisarskim, ale ciągiem anegdot wzbudzających głośne wybuchy śmiechu publiczności, ( np. o tym jak Marek Antoniusz mógł rozmawiać z Juliuszem Cezarem o bolących zębach...).
Choć Sławek Gortych nie skończył jeszcze 30 lat, zapytany o plany życiowe odpowiedział, że chciałby być w życiu przyzwoitym, dobrze odbieranym przez swoich pacjentów stomatologiem, a pisarzem czuje się na tę chwilę spełnionym. Nic dziwnego, bo książki cieszą się szalonym powodzeniem, karkonoskie schroniska przeżywają renesans zainteresowania turystami tropiącymi ciekawostki przedstawione w jego książkach, chodzą słuchy o ekranizacji i na wakacje szykuje się piąta część schroniskowego cyklu.
Podkreślał, że ważna jest popularność i sprzedaż książek, ale największym komplementem dla pisarza są spotkania oko w oko z publicznością.
Droga do pisania zaczęła się w dzieciństwie, w którym otaczały go ciągle książki, a pierwsze próby pisarskie podjął w szkole podstawowej. Opowiedział także o autorach kryminałów, którzy stali się dla niego wzorcami: Zygmunt Miłoszewski z trylogią o Teodorze Szackim oraz Marek Krajewski z serią o Breslau. To nie tylko powieści o tym kto zabił, jak do tego doszło i jak go złapano, ale i historie o przeszłości, zjawiskach socjologicznych, czy życiu codziennym.
Zazdrościmy tym, którzy dopiero przed sobą mają lekturę "Schronisk..."